Przy jednej maszynie sprawa jest prosta: gdy coś się zepsuje, dzwonisz do serwisu. Model działa, bo awarii jest kilka w roku i każdą pamiętasz z osobna.
Przy pięciu, ośmiu czy dwunastu maszynach ten sam model zaczyna się sypać, tylko po cichu. Awarie nakładają się na siebie, części zamawiane są zawsze w trybie pilnym, nikt nie pamięta, kiedy w której maszynie wymieniano olej hydrauliczny, a te same usterki wracają co kilka miesięcy, bo nikt nie porównał ich ze sobą. Koszty rosną, ale rosną w miejscach, których nie widać w zestawieniu – w przestojach, w cenach ekspresowych i w naprawach, które nie musiałyby się zdarzyć.
Trzy koszty, które płacisz w modelu reaktywnym
1. Przestój nieplanowany
To pozycja największa i jednocześnie jedyna, której nie ma na żadnej fakturze. Sposób jej policzenia opisaliśmy osobno w tekście o tym, ile kosztuje godzina przestoju maszyny budowlanej – w skrócie sumujesz ratę leasingu, wynagrodzenie operatora, koszt brygady i sprzętu zależnego od tej maszyny oraz konsekwencje terminowe. Wynik zwykle zaskakuje.
Różnica między przestojem planowanym a awaryjnym polega na tym, że ten pierwszy odbywa się wtedy, gdy maszyna i tak nie pracuje. Jego koszt wynosi tyle, co robocizna i części. Ten drugi dokłada do rachunku każdy dzień postoju.
2. Części w trybie pilnym
Ta sama część zamówiona z tygodniowym wyprzedzeniem i ta sama część potrzebna „na wczoraj” to dwie różne pozycje w kosztorysie – różni je dopłata za dostawę ekspresową, a czasem konieczność wzięcia droższego zamiennika, bo właściwego nie ma w magazynie w Polsce. Przy planowanych przeglądach ten problem po prostu nie występuje.
3. Uszkodzenia wtórne
Najbardziej kosztowna kategoria. Awaria, która nie została wykryta na czas, rzadko zostaje sama. Wyciek ze zwolnicy zignorowany przez dwa tygodnie kończy się wymianą zamiast wymiany uszczelnień pływających. Przegrzewający się układ jazdy prowadzi do zatarcia, o czym pisaliśmy przy okazji przegrzewania się zwolnic w koparkach gąsienicowych. Zaniedbane smarowanie centralne w wozidle kończy się wymianą sworznia ramy i przegubu – temat rozwinęliśmy w tekście o awarii centralnego smarowania w wozidłach przegubowych.
W każdym z tych przypadków różnica między naprawą wczesną a późną to jeden rząd wielkości.
Co powinna zawierać umowa serwisowa
„Stała opieka” bywa hasłem bez treści, więc warto wiedzieć, o co pytać. Sensowna umowa opisuje co najmniej te punkty:
- Czas reakcji – w godzinach, z rozróżnieniem na zgłoszenie unieruchamiające maszynę i zgłoszenie zwykłe. To najważniejszy parametr całej umowy.
- Harmonogram przeglądów oparty na motogodzinach każdej maszyny, z informacją, kto pilnuje terminów – Ty czy serwis.
- Zakres przeglądu rozpisany na czynności, wraz z pomiarami, a nie ogólne „przegląd okresowy”.
- Zasady rozliczania dojazdów – stawka, sposób liczenia kilometrów, czy wizyty planowe są rozliczane inaczej niż awaryjne.
- Części – kto utrzymuje zapas materiałów eksploatacyjnych pod Twoje maszyny i na czyim magazynie one leżą.
- Dokumentacja – protokoły z przeglądów, wyniki pomiarów i analiz oleju, historia napraw prowadzona per maszyna.
- Diagnostyka – dostęp do oprogramowania producenta dla marek, które masz w parku. Bez tego część napraw i tak trafi gdzie indziej.
- Podsumowanie okresowe – zestawienie awarii i kosztów w cyklu kwartalnym lub półrocznym. To z niego wychodzą decyzje o wymianie maszyny, a nie z wrażeń.
Jak policzyć, czy się opłaca
Rachunek robi się na danych z ostatnich dwunastu miesięcy. Potrzebujesz czterech liczb:
- Liczba awarii unieruchamiających w całym parku – policz ze zleceń serwisowych albo z faktur.
- Średni czas postoju od zgłoszenia do powrotu maszyny do pracy. Licz dni robocze, nie godziny robocizny.
- Twoja stawka przestoju dla typowej maszyny w parku.
- Udział napraw wtórnych – ile z tych awarii było skutkiem czegoś, co dało się wcześniej zauważyć. Przy uczciwej ocenie to zwykle jedna trzecia albo więcej.
Pomnóż liczbę awarii przez średni postój i przez stawkę przestoju. Otrzymasz roczny koszt przestojów, którego nie ma w księgach. Teraz załóż konserwatywnie, że plan przeglądów wyeliminuje połowę napraw wtórnych i skróci średni postój o jeden dzień – bo serwis zna Twoje maszyny i ma pod nie części. Różnica między tymi dwiema liczbami to budżet, jakim dysponujesz na stałą opiekę serwisową.
W parkach powyżej pięciu maszyn pracujących w ruchu ciągłym ta różnica jest zwykle na tyle duża, że rozmowa przestaje dotyczyć tego, czy warto, a zaczyna dotyczyć zakresu.
Wozidła i maszyny w ruchu ciągłym – przypadek szczególny
Kopalnie kruszywa, duże budowy liniowe i place przeładunkowe pracują w rytmie, w którym postój jednej maszyny natychmiast rozkłada cały cykl transportowy. Wozidło przegubowe wypada tu najgorzej ze wszystkich maszyn, bo jest ogniwem w łańcuchu – koparka bez wozideł nie ma gdzie ładować.
Jednocześnie wozidła mają zestaw awarii wybitnie podatnych na wczesne wykrycie. Stan mokrych hamulców, o którym pisaliśmy przy okazji kosztownych błędów w serwisowaniu wozideł Volvo i Bell, hydroakumulatory zawieszenia, których zużycie objawia się tym, że wozidło dobija na nierównościach, czy chłodniczka przekładni, której nieszczelność daje płyn w oleju zmiennika – wszystkie te rzeczy da się wychwycić przeglądem, a każda zignorowana kończy się poważnym remontem. Zakres obsługi opisaliśmy na stronie usługi serwis wozideł przegubowych.

Rejestr maszyn – minimum, które trzeba prowadzić
Niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na umowę, czy zostaniesz przy naprawach na telefon, jedna rzecz jest niezbędna: rejestr. Nie musi być systemem – wystarczy arkusz z kilkoma kolumnami dla każdej maszyny:
- numer seryjny i rok produkcji,
- aktualny stan motogodzin i data odczytu,
- data i zakres ostatniego przeglądu,
- motogodziny, przy których wypada następny,
- lista usterek z ostatniego roku,
- kolumna „powtarza się” – zaznaczana, gdy ta sama usterka pojawia się drugi raz.
Ta ostatnia kolumna jest najcenniejsza. Usterka, która wraca, prawie zawsze oznacza, że pierwsza naprawa dotknęła objawu, a nie przyczyny. Bez rejestru nikt tego nie zauważy, bo między jednym a drugim razem mija pół roku i zmienia się operator.
Kiedy stała opieka nie ma sensu
Powiedzmy to wprost, bo nie każdemu się to opłaca:
- Jedna lub dwie maszyny na gwarancji producenta. Obsługę i tak realizuje sieć producenta, a warunki gwarancji często określają, gdzie ma się odbywać.
- Praca sezonowa o niskim wykorzystaniu. Maszyna pracująca kilkadziesiąt motogodzin rocznie potrzebuje przeglądu raz na sezon, a nie umowy.
- Własny mechanik w firmie. Wtedy sensowniejszy jest model mieszany: mechanik robi obsługę bieżącą, serwis zewnętrzny wchodzi z diagnostyką, pomiarami i naprawami wymagającymi oprogramowania.
- Maszyny przeznaczone do sprzedaży w najbliższym roku. Tu rachunek robi się pod kątem wartości odsprzedaży, a nie żywotności.
Od czego zacząć
Zrób to w tej kolejności. Wypisz maszyny z aktualnym stanem motogodzin. Wyciągnij z zeszłego roku listę awarii unieruchamiających wraz z liczbą dni postoju. Policz stawkę przestoju dla dwóch najczęściej używanych maszyn. Zaznacz usterki, które się powtórzyły. Na tej podstawie od razu widać, czy problemem jest brak planu, czy konkretna maszyna, która nadaje się do wymiany.
Jeśli chcesz zestawić te liczby z zakresem obsługi, jaki miałby sens dla Twojego parku – skontaktuj się z nami. Umawiamy przeglądy okresowe dla flot maszyn budowlanych i wozideł, prowadzimy historię serwisową per maszyna i utrzymujemy zapas materiałów eksploatacyjnych pod konkretne modele. Bieżące usterki możesz zgłaszać przez formularz zgłoszeń serwisowych, a zakres obsługi znajdziesz w opisie usługi serwis maszyn budowlanych.